33. Kropla

Rehabilitant spadł nam jak z nieba.
Patrząc wstecz na ostatnie dwa lata wiem, że intuicja mnie nie zawiodła.
Szukałam osoby silnej i jednocześnie wrażliwej.
Pracującej z pasją i zaangażowaniem.
Kogoś, kto nie przemilcza trudnych pytań i czasem gasi przesadne obawy dobrym żartem.
Kogoś, kto uświadomi nam, że choroba to nie koniec świata.
Owszem, wielka niewiadoma, ale siła do walki tkwi w nas.
Trzeba ją tylko wydobyć.
I najważniejsze – optymisty.
Brzmi idealnie.
I tak właśnie jest.
Pan Maciej…najpierw do niego jedziemy i słyszę niecierpliwe:
– Mamo pośpiesz się, za pięć minut zaczynam.
Mama, dla której czas zawsze pędzi jak szalony.
Mama, która nigdy nie kupiła sobie zegarka, kalendarza ściennego i termometru okiennego.
Mama zawsze spóźniona o minimum minutę.
I wreszcie mama, która potrafi depnąć ryzykując mandatem, wchodzi z piskiem w zakręt i zdecydowanie wbija na rondo.
Nie ma się czym chwalić, ale tak niestety jest.
Gdy wracamy często mam wrażenie, że zabrałam jakiegoś autostopowicza.
A to naprawdę mój syn.
Uśmiechnięty, opowiada czego dowiedział się od pana Macieja na temat układu szkieletowego człowieka, składu karmy dla psów, tresury swojego ukochanego labradora, motoryzacji, bicepsów, tricepsów i wielu innych o których pojęcie mam bledsze niż blade.
Nie muszę nawet pytać jak było.
Wszystko zawsze jest super.
Po dwóch latach ciężkiej pracy wiem, że wysiłek nie poszedł na marne.
Warto było walczyć, czasem ze łzami w oczach.
Stan zdrowia wyraźnie się poprawił.
I nie chodzi tylko o stawy, o mięśnie czy wyniki badań.
Ból doskwiera, ogniska zapalne są.
Na to nie mamy wpływu.
Chodzi o podejście do choroby.
Zrzuciliśmy ją z piedestału.
Skupiamy się na tym, co można robić tu i teraz.
Cieszymy się każdą chwilą, gdy choroba na jakiś czas odpuszcza i działamy.
Marzymy nieustannie i szybko te marzenia realizujemy gdy nadchodzi odpowiedni moment.
Już nawet nie dyskutuję, gdy słyszę:
– Pytałem. Pan Maciej powiedział, że mogę.
O!
Dwa do jednego.
Szczerze?
Nie widzi mi się być w takiej opozycji.
Nie chcę być zrzędliwą mamuśką, która kręci nosem na każdy szalony pomysł swojego dziecka.
Dominik udowodnił wiele razy, że gdy wyznaczy sobie cel, to na pewno go osiągnie.
Nie straszne mu przeciwności i trudy.
Za to go podziwiam.
Za to mamy komu dziękować.
Trzy do zera.
Będzie dobrze 🙂

2 przemyślenia nt. „33. Kropla”

  1. Masz rację Kasiu. Pan Maciej podchodzi do swej pracy i każdego pacjenta z takim zaangażowaniem, że nie da się tego opisać. Rękę mojej babci doprowadził do stanu, w którym funkcjonowała normalnie – a nie egzystencjonalnie jak miało pozostać. Wielkim wsparciem był i nadal jest dla mojego męża po radioterapi i radykalnej operacji usnięcia węzłów chłonnych dołu pachowego. Wspaniały człowiek z którym rozmowy mogą toczyć się bez końca na każdy temat! Pozdrawiam i życzę jak najlepszego samopoczucia dla Dominika :*

    1. Niesamowita siła również dla tej osoby, która jest obok chorego 🙂 Prawda? Jestem pełna podziwu, że mój syn tyle osiągnął w kwestii poprawy sprawności fizycznej, ale to, co dzieje się poza zabiegami jest o wiele ważniejsze. Myślę, że dobrej energii i pozytywnego podejścia do życia dostał tak dużo, że wystarczy mu na najważniejszy moment – start w dorosłe życie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *