32. Nadzieja

Nigdy nie odważyłabym się zasugerować innej matce:
– Twoje dziecko jest nieważne. Tamto jest ważniejsze.
Słowem, spojrzeniem, gestem.
Nawet przez myśl by mi to nie przeszło.
Na dramatycznym początku, o którym pisałam w poprzednim poście usłyszałam zdanie, które zmroziło mi krew w żyłach.
Właściwie było kilka takich zdań.
Mrożą do tej pory.
– Są dzieci bardziej chore.
– Jak twojemu pomożemy, to się zjawi pół parafii.
– Nie jest umierający.
– Jest za duży. Dużym dzieciom ludzie nie pomagają.
– Moje dzieci też chorują. Andrzej miał tamtej zimy trzy razy antybiotyki.
– Chory jest? A nie wygląda.
Pamiętam z dzieciństwa takie zdanie: „Jeśli nie masz nic mądrego do powiedzenia, milcz”.
Niektórzy uczą się całe życie…

Rozpłakałam się przed moją przyjaciółką.

Z dobitnym akcentem na pierwsze słowo powiedziała stanowczo:
– Boże! Co oni wygadują? To nieprawda! Jesteś matką i jeśli twoje dziecko jest chore, musisz zrobić dla niego wszystko, żeby mu pomóc. To twój obowiązek.
Kasia wręczyła mi bez wahania numer do fundacji.
Zadzwoniłam, umówiłam się na spotkanie.
Otworzyłam zakładkę „Podopieczni” na stronie internetowej Fundacji Dzieciom Pomagaj.
I zamarłam.
Dzieci chore od urodzenia. Mali bohaterowie.
Dzieci cierpiące na choroby śmiertelne. Nieuleczalne.
Choroby, które wymagają przeszczepów, drogich operacji.
Historie, które sprawiają, że serce płacze.
To była niezwykła rozmowa.
Przesympatyczna pani, która ból i cierpienie dzieci widzi na co dzień, najzwyczajniej w świecie powiedziała mi, że MÓJ SYN JEST WAŻNY.
Nieważne, ile ma lat, nieważne ile lat będzie trwało jego leczenie i jak będzie kosztowne. ON JEST WAŻNY. I  należy mu pomóc.
Spełniłam wszystkie procedury dotyczące przyjęcia dziecka do fundacji.
Gdy wróciłam do domu uściskałam wszystkich i ze łzami w oczach oznajmiłam im nareszcie dobrą wiadomość. Pierwszą od dawna.

Rozpoczynamy codzienną rehabilitację!
Zaczynamy walkę z bólem.
Będzie dobrze.
Jest nadzieja.

Ps. Zapraszam Cię na chwilę do mojego stołu, do świata zmagań mojego dzielnego syna i naszej rodziny z nieuleczalną chorobą. Piszę otwarcie o sprawach, o których niewielu ludzi chce mówić.
Nie trzaskaj obojętnie drzwiami. Zostaw śmiało komentarz, ciepłe słowo lub przynajmniej uśmiech.

 

Jedno przemyślenie nt. „32. Nadzieja”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *