29. Chwilo trwaj!

Bycie matką nieuleczalnie chorego dziecka porównuję często do sprężyny.
W stanach nasilenia choroby rozciąga mnie do granic możliwości w każdej sferze człowieczeństwa.
Gdy choroba na chwilę odpuszcza, kurczę się boleśnie przytrzaskując to, co duchowe i to, co fizyczne.
I przygotowuję się na kolejne uderzenie.
To nie są obawy, przeczucia, że to, co złe nadejdzie.
To pewność.
I intensywne poszukiwanie oręża.
Myślę o tym nawet, gdy śpię.
Właściwie półśpię.
Pół jem.
Pół jestem.
Od ośmiu lat.
To męczące.
Ustaliłam na początku, że nigdy się nie poddamy.
Nie pozwolimy, by choroba zwyciężyła.
Jego, nas.
Strategia słuszna.
I wyczerpująca.
Cały czas w stanie „przygotowani do startu”.
Chwila wytchnienia zdarza się tylko wtedy, gdy udaje się opanować ból.
Gdy odnosimy małe sukcesy.
Gdy śmiejemy się mimo trudności.
Gdy cynicznie żartujemy z porażek.
Gdy wychodzimy z gabinetu z dobrą wiadomością.
Teraz jest ta chwila.
Wreszcie łapię pełny oddech, śpię głębokim snem.
Uśmiecham się.
Śpiewam.
Wyciszam przyszłość.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *