W stronę słońca

Mogliśmy schować twarze w dłoniach.
I tak zastygnąć.
Ten, kto mierzy się w swoim życiu z nieuchronnością losu, z dobrem i złem jednocześnie, wie, o czym mówię.
Mogliśmy pobudować barykady rezygnacji i bierności.
Każdy swoją.
Przeciw sobie samym i przeciw sobie nawzajem.
Pretensji, żalu, łez jeszcze niewypłakanych było pod dostatkiem.
Słów zduszonych i przekleństw przez zaciśnięte wargi sporo.
Pytań bez odpowiedzi jeszcze więcej.
Chwila nieuwagi i toniemy.
To nie my.
My naprawdę uważnie rozejrzeliśmy się dookoła.
I zauważyliśmy je.
Świetliste punkty na nieboskłonie.
I takie same w ludzkich oczach.
Iskry nadziei.
Niezwykle subtelne.
Od dziś to o nich będę opowiadać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *