24. Zapadlisko

To, co w nim zobaczyłam, budzi grozę.
Mieści niezliczoną ilość strachu, bólu,rozpaczy.
Wszystko tonie we łzach matek.
Nawet tych nigdy nie wypłakanych.
Łzach duszy.
Stałam na krawędzi i czekałam.
To nie mogła być moja droga, bo obraz był zbyt wyraźny.
Cierpienie źgało w oczy, rozdzierało serce.
Czekałam.
Mój czas nabierał rozpędu po czym hamował gwałtownie.
Przeżywałam sto myśli w jeden dzień, a kolejna myśl wlokła się tygodniami.
Aż wreszcie stało się.
Pojechaliśmy.
Musieliśmy schylić głowę, by wejść do cienistego pokoiku w cudownej, wiejskiej chatce.
Skupiona i skromna.
Do dziś kłaniam się jej nisko każdą myślą.
Obejrzała go dokładnie od stóp do głów.
– Piękny chłopak. Sylwetka doskonała. Silny,  wysportowany.  Wygląda jak okaz zdrowia.
Słowo WYGLĄDA będzie dla nas od tej chwili słowem kluczowym.
Często się z nim zmagam.
Posłuchała jego serca.  I jeszcze raz. Zmrużyła oczy.
Zadała mnóstwo pytań.
Dokładnie przeczytała teczkę z dokumentacją medyczną.
Czas legł bykiem i ani rusz.
O nie miałam.
A ona zaczęła pisać.
– Nie mogę nic powiedzieć, dopóki nie zrobię szczegółowych badań.
Pstryk w jedno ucho.
– Jutro rano jesteście w klinice alergologii we Wrocławiu o ósmej.
Pstryk w drugie.
Nagle czuję, że ktoś kładzie mi dłoń na ramieniu i mówi cichutko:
– Tędy proszę.
Wychodzę i tyle wiem, że niewiedza jest błoga.
A wiedza boska.
Zapadlisko znika w oddali.