16. Najlepszy kolega

Tak…mam na myśli tego siłacza od złamanego nosa i pękniętej jedynki Dominika (post 12).
Na dokładkę w szóstej klasie przyłożył mu z impetem w kolano.
Cyniczny uśmiech jego ojca być może utwierdziłby mnie w przekonaniu, że TO NORMALNE, gdybyśmy mieli właśnie 1987 rok.
– Za naszych czasów też dzieci się biły i przeżyliśmy – argumentował z zapałem.
Prawie w to uwierzyłam, że jestem przewrażliwiona, że to tylko niegroźny kopniak a ja stawiam na głowie cały świat.
Dziś wiem, że są ludzie, którzy metody wychowawcze pokolenia naszych rodziców wspominają z takim samym rozrzewnieniem, jak ja wełniany sweterek w gwiazdki zrobiony na drutach przez kochaną babcię Jadzię.
Był ciepły i śliczny, ale nie założyłabym go teraz swojemu dziecku, bo niemożliwie gryzł i podrażniał skórę.
Wtedy innych nie było.
Teraz mamy duży wybór i cały wachlarz metod wychowawczych, które wykluczają przemoc.

Dominik przygotowywał się do kolejnych zawodów.
Wystartował w nich mimo bólu.
Ja bym sobie odpuściła.
On nie.
Najlepszy ortopeda dał dwa lata na regenerację.
Kazał uzbroić się w cierpliwość.
Obiecał, że wszystko powinno wrócić do normy. Nie wróciło.
Kolano po każdym treningu bolało i dawało mi wyraźny sygnał.
Tylko co wspólnego ma kolano z okiem?
Nie widziałam związku.
Czas dał nam odpowiedź, której się nie spodziewaliśmy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *