9. Aż tu nagle…

Wracaliśmy z Poznania po ciężkim dniu w Szpitalu Wojskowym.
Głodni, wyczerpani, przygnębieni. Kolejne badania nie wniosły nic nowego.
A pobudka była o piątej, owsianka, kawa biegana i w drogę.
Mama, wiadomo – kierowca na wiejskie drogi.
Już się cieszyliśmy bo prawie dom było widać i jakoś tak humory nam się poprawiły, gdy zjechaliśmy z jedenastki do Ostrowa Wlkp.
A tu niestety korek jak nigdy. Młody postanowił się zdrzemnąć.
Zdjął buty, kurtkę położył pod głowę, rozłożył nieco siedzenie i śpi.
Ja też przysypiam, bo jedziemy 20km/h.
Pamiętam, żeby co jakiś czas wyłączyć silnik.
Dojeżdżamy do wiaduktu na Krotoszyńskiej.
Stajemy w korku w tymże wiadukcie, co zawsze jest dla mnie makabrycznym przeżyciem.
Zmierzchało.
Pomyślałam pocieszając się w myślach, że jak przejedziemy to później już z gór-, z gór-

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *