3. Na starcie

Nie miałam wiele.
Siłę nienawiści do tej maleńkiej cząsteczki, która jednak istniała.
I potężną miłość do mojego dziecka.
W błękitnych oczach lekarzy widziałam szum oceanu.
„Wypływacie na pełne morze. Nikt nie wie, co będzie jutro.
Kiedy zmiecie was sztorm…nikt nie wie”.
W brązowych widziałam bezkresny las.
„Musicie iść przed siebie. Nie wolno oglądać się wstecz”.
Tyle usłyszałam w ich spojrzeniach.
Nie było czasu na rozważania, doczytywania, wyszukiwarki.
Chwila wątpliwości mogła nas kosztować zbyt wiele.
Biegusiem na start!
Ustawiłam wszystkich równiutko.
Ja też – z tą moją marną kondycją.
Plus, że obejść mogę cały świat. Przebiec tylko sto metrów.
Na sto pierwszym zaczynam się dusić.

2. Mamusina nienawiść

Wszystkie słowa, które w miarę trafnie określiłyby to, co czuję są niecenzuralne.
Możliwe, że jest język, w którym znajdują się wulgaryzmy bardziej dosadne, niż nasze,
ale to wszystko za mało.
Nienawidzę tego genu i antygenu!
Niczego i nikogo w swoim krótkim życiu nie darzyłam nienawiścią.
Oprócz HLA-B27.
Nienawiść jest chaosem. Wciągającym bagnem.
Gdy pomyślałam, że może wciągnąć mnie, moje chore dziecko i całą naszą rodzinę wyrwałam jej to, co najważniejsze  i pobiegłam na START.

1. HLA B-27

Nie musicie wpisywać w wyszukiwarkę.blog-foto
Bez medycznych terminów i naukowych wywodów krótko Wam wyjaśnię.
HLA-B27 to biała koperta z pieczątką wrocławskiego szpitala.
Leżała zaklejona dwa dni.
Omijałam ją szerokim łukiem.
To minuta ciszy po marzeniach i planach zawodowych
mojego dziecka.
Minuta, która będzie wlokła się w nieskończoność.
To krótka rozmowa z naszą kochaną reumatolog T., która spokojnym tonem powiedziała: „Potwierdzili? Rozumiem mamuśka.
Widzimy się jutro na oddziale. I ZACZYNAMY. Będzie dobrze”.
Wreszcie HLA-B27 to jedyny moment w moim życiu,
gdy poczułam się, jakbym przestała istnieć.